Opowiadanie
Miałem wtedy dwa miesiące.Pamiętam,że było słonecznie i ciepło.Bawiłem się razem z bratem i siostrą.Nagle zza krzaków wyleciał pies,a za nim jakiś człowiek.Człowiek miał dużą strzelbę.Mama kazała mi i mojemu rodzeństwu schować się w norze.Nagle usłyszeliśmy strzał,a potem zobaczyliśmy jak matka upada na ziemię.Moje rodzeństwo pobiegło do matki,lecz ja zostałem.Dobrze uczyniłem.Moje rodzeństwo zostało zabrane przez dwunożnych.Zobaczyli jeszcze do nory ale od urodzenia nie na widziałem jak ktoś pcha łapy do mojej nory.Ugryzłem go.On postanowił mnie zostawić.Po tym wydarzeniu zacząłem wędrować po tym okrutnym świecie.Wędrowałem tak przez ponad dwa lata.Po drodze nie spotkałem żadnej watahy.Powiedziałem sam do siebie:
-To ja chyba nigdy nie dołączę do watahy.
Nagle przede mną stała jakaś wadera.Warknęła:
-Co ty tu robisz?
-J..j..j..ja szukam watahy.Może znasz jakąś?
-Pewnie.
Zaczęła się robić miła w stosunku do mnie.
-Mam swoja właśnie tutaj,a tak w ogóle to jestem Rosalinda,a ty?
-Ja jestem Fade.
<Rosalinda>
Hej Fade choć do mojej jaskini jeśli chcesz się schronić . Widziałam że Fade się ucieszył więc ja też się ucieszyłam kiedy zjedliśmy świeże mięso i pobiegliśmy spać . Na następny dzień ja i Fade byliśmy już najlepszymi przyjaciółmi na świecie .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz