sobota, 20 lipca 2013

Od Dark Moon "Jak Dotarłam"

Była noc- moja ulubiona pora dnia. Biegłam przez las, nawet nie wiedziałam gdzie biegnę. Czułam jak Bager kurczowo trzyma się mojego skrzydła. W powietrzu czułam mokrą ziemię, najwyraźniej gdzieś w pobliżu było jezioro, własną krew z pokaleczonych łap i poszarpanego boku oraz inne wilki. Pod łapami czułam igły z drzew i kamienie, które wbijały mi się z rany, sprawiając jeszcze większy ból. Chciałam się zatrzymać, ale instynkt mi nie pozwalał. Mówił, że jeśli to zrobię mrok mnie dopadnie i również zabije. A ja chciałam się na nim zemścić. Pragnęłam zemsty bardziej niż czegokolwiek innego, choć w tym momencie bardziej niż zemsty chciałam coś zjeść. Mogłabym zapolować na nietoperza, ale miałam połamane skrzydła. Jakieś 50 metrów przede mną wyczułam przepaść, ziemia pod łapami zaczęła mi twardnieć. Wiatr zawył straszliwie, a drzewa zatrzęsły się jakby w obawie. Nie wiedziałam jak szeroka jest ta przepaść, ale musiałam zaryzykować. Przyspieszyłam i w całym ciele poczułam tępy ból, ale nie zwolniłam ani na chwilę. Pod przednimi łapami poczułam koniec gruntu, odbiłam się tylnymi od tego miejsca i skoczyłam. W powietrzu spróbowałam rozłożyć skrzydła, ale tylko nasiliłam ból i przestawiłam i tak już połamane kości. W końcu wylądowałam na ziemi, ale nie miałam na tyle sił by sie utrzymać, więc upadłam. Dyszałam, ale ucho przystawione do ziemi pozwoliło mi usłyszeć zbliżające sie wilki. Wstałam i rozglądnęłam sie. Przede mną stała biała wilczyca i przyglądała mi się z zaciekawieniem. Chyba coś powiedziała, ale nie słyszałam jej, bo wszystko zagłuszało bicie mojego serca. Szybkie i zmęczone. Miałam wrażenie, ze zaraz się zatrzyma. Zaczęłam warczeć i cofać się. Dopiero gdy łapy ześlizgnęły mi się z krawędzi, usłyszałam jak wadera woła: "Uważaj !". Zleciałam w dół. ostatnie co z tamtej nocy pamiętam to straszliwy ból gdy uderzyłam w ziemię, potem straciłam przytomność.
Obudziłam się dopiero następnego dnia. Słońce dopiero wschodziło i budziło cała okolicę do życia. Spróbowałam wstać, ale nie udało mi się, bo gdy się podniosłam poczułam jak wszystko mnie boli. Położyłam się i ciężko oddychałam. Cała wczorajsza noc do mnie wracała. Nie pamiętałam tylko wyrazu pyska tamtej wadery. Starałam sobie przypomnieć, gdy nagle zdałam sobie sprawę, że brakuje przy ,nie kogoś. I nie chodziło mi o Beck'a, Paula czy Ulrika. Chodziło o Bagera. Warknęłam i wstałam. Choć wszystko mnie bolało i łapy mi się trzęsły, zawołałam:
-Beger !-głos strasznie mi się trzasł. Spuściłam głowę. Spróbowałam jeszcze raz, a potem drugi, trzeci i kolejny. Ale nic nie wskazywało na to by ktokolwiek tu był. Powoli ruszyłam naprzód. Gdy wyszłam z kanionu przed sobą zobaczyłam polanę. A na niej sarnę, do połowy zjedzoną. Wciągnęłam powietrze. Było w nim czuć krew sarny i jakiegoś wilka. tym drugim specjalnie się nie przejęłam, byłam zbyt głodna i straciłam czujność. Na moja niekorzyść. Podeszłam do sarny, stanęłam nad nią i rozglądnęłam się dookoła. Nikogo nie widziałam, ale czułam. Instynkt podpowiadał mi, żebym najpierw poszukała tego kogoś, ale go zignorowałam. Chyba po raz pierwszy w życiu zignorowałam instynkt, który nigdy się nie mylił. Zaczęłam jeść. Po chwili oderwałam się od jedzenia, stanęłam prosto i rozglądnęłam się. Zastrzygłam uszami, gdy usłyszałam szelest trawy. "Uspokój się, Moon ! Tylko ci się wydaje !"-skrzyczałam się w myślach. Powróciłam do jedzenia. Po paru minutach, znów przestałam. czułam na sobie czyjś wzrok. Wciągnęłam powietrze i znów poczułam jakiegoś wilka. Siedział za mną. Czułam to. Odwróciłam się i wbiłam wzrok w wilka, który stał parę kroków ode mnie. Przez sekundę mi się przyglądała.
-Najadłaś się ?-spytała. Zmierzyłam ją obojętnym wzrokiem. Nie chciałam odpowiadać, gdybym to zrobiła zaczęłaby wypytywać skąd jestem, ile mam lat, co tu robię i gdzie jest moja rodzina.
-Odpowiesz ?-uśmiechnęła się. Westchnęłam i pokiwałam twierdząco głową.
-Należysz do jakiejś watahy ?-spytała podchodząc bliżej. Speszona cofnęłam się parę kroków i pokręciłam przecząco głową. Wadera się zatrzymała.
-To może dołączysz do mojej ?-zapytała, ale ja nie okazałam zbyt dużego zainteresowania rozglądając się dookoła. Musiałam znaleźć Bagera. Nagle w kępie trawy coś się poruszyło. Przymrużyłam oczy, gdy z trawy nagle wyskoczył mój towarzysz. Przestraszona cofnęłam się, upadając. Zawyłam z bólu, który nasilił się jeszcze bardziej. Powoli wstałam, łapy mi się trzęsły i wszystko mnie bolało. Wadera mi się przyglądała.
-To może najpierw pójdziemy do medyka ?-kiwnęłam lekko łbem. Bager wskoczył na moje ramie, a ja, zaciskając zęby, ruszyłam za nią.
--Rosalinda-- Medyk powiedział że jej stan nie jest strasznie zły . Po czym Dark moon doszła do watahy .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz