Zeskoczyłam z sosny i przywitałam się:
-Hejka.
Poprawiłam swoją grzywkę.
-Cześć.
-Jak się zwiesz?
Spytałam z uśmiechem.
-Koben. A ty?
-Ja tam moje imię jest do nie czego . Ala mam na imię Christine.
(Koben?) -Wcale nie twoje imię jest śliczne.Co tu robisz?-spytałem zadowolony z tego,że rozmawiam z taką piękną waderą jak Christine.Zakochałem się w niż od pierwszego wejrzenia.
(Christine dokończ) Miło Koben,że tak uważasz.Spaceruję po lesie i słucham ptaków.A ty? -Ja zawsze tu chodzę kiedy chce powspominać dzieciństwo.Dziś jednak poszedłem na najzwyczajniejszy spacer.Masz mi coś jeszcze do powiedzenia ponieważ się trochę śpieszę. -Gdzie się śpieszysz? -To tajemnica.A o coś jeszcze chcesz się mnie spytać? -Nie. -No to cześć. -Hej. No i Koben pobiegł dróżką i nagle z niej zszedł.Znikną gdzieś w krzakach przy dróżce.A ja wróciłam na sosnę i dalej słuchałam śpiewu ptaszków i starałam się go wypatrzeć ale nie udało mi się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz