Nienawidzę swojej przeszłości. Pełnej rozlanej krwi, bólu, grozy i mroku. Jednocześnie nie chcę do niej wracać i się jej boję. Moja przeszłość to najgorsze co było. I już nigdy nie będzie. Pierwsze co mnie moja przeszłość nauczyła to to że:,,Nadzieja, nadzieja matką głupich.' Moja nadzieja umarła wraz z przeszłością. Ciągle walczę, ze sobą i z przeszłością. Jestem waleczna i będę. Potrzebuje kogoś kto mnie pokocha i wyrwie mnie z walki z prawdy o przeszłości. Kto mnie przytuli ..gdy będzie mi źle...kogoś kochającego. Ale to nieważne. Ważne jest to jak dotarłam do tej watahy. Więc tak była noc. Zimna i nieprzyjemna choć w środku lata. Nagle w nocy usłyszałam samczy głos:
-Kto idzie!!!!!!!!????????
Mężny głos i jakiś troszkę tajemniczy.
-Ktoś...a konkretnie wilczyca.
W blasku księżyca wyszedł basior o dziwnych znakach na ciele.
-Więc ktosiu czego tu szukasz?
Zacząć chodzić wokół mnie.
-Watahy.
Na to słowo jak na nie wiem co samiec przeniósł mnie i siebie w inne miejsce.
-Oto wataha.
Powiedział weszłam do jakiejś groty. Tam leżała alfa z młodymi. Kazała mi dołączyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz